My już wygraliśmy! Teraz chcemy pomóc!

W piątkowym wydaniu gazety Wyborczej zostały docenione nasze wysiłki wspierające personel medyczny walczący z epidemią koronawirusa w województwie Łódzkim. W dniu pisania tego posta dostarczyliśmy już ponad 700 posiłków do Łódzkich szpitali. Dla tych, którzy nie czytali gazety wyborczej oraz nie posiadają prenumeraty wersji online wrzucamy wywiad z prowodyrem całego zdarzenia prezesem zarządu Krzysztofem Jedynakiem.

– Jesteśmy jedną z niewielu firm, które w tym kryzysie nadal mogą działać. Chcemy się odwdzięczyć losowi, który się do nas uśmiechnął – mówi Krzysztof Jedynak. Jego firma cateringowa Eat Fit dostarcza za darmo posiłki medykom walczącym z epidemią koronawirusa.

Krzysztof Jedynak, Eat Fit Catering: W weekend przeglądałem internet i zauważyłem, że za granicą takie inicjatywy już się tworzą. Szybko sprawdziłem, że w łódzkich social mediach o niczym takim nie słychać, a to przecież bardzo potrzebne. Od razu w poniedziałek, o 8 rano napisaliśmy na Facebooku post, że jesteśmy gotowi do takiego działania.

I jaki był odzew?

– Zaskakujący. W ciągu godziny okazało się, że mamy tylu chętnych, że więcej nie byliśmy w stanie obsłużyć. W tej chwili dostarczamy dziennie około 50 dwudaniowych zestawów obiadowych do Łódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego, Szpitala im. Jonschera i Szpitala im. Barlickiego. Codziennie osobiście jeżdżę i rozwożę posiłki, żeby dodatkowo nie narażać moich pracowników.

Te 50 zestawów dziennie to dla was duże obciążenie?

– Spore, ale to dziś nie ma znaczenia. Najważniejsze, żeby lekarze i personel medyczny mieli coś zdrowego i ciepłego do zjedzenia. To dla nich bardzo trudne chwile. A my w ten sposób chcemy się odwdzięczyć losowi, który się do nas uśmiechnął – jesteśmy jedną z niewielu firm, która ma dalszą możliwość pracy. Na razie nikt nie zrezygnował z naszych usług i wydaje się, że nie grozi nam tak duży kryzys jak w innych branżach. Skoro więc możemy komuś pomóc, czemu mielibyśmy tego nie zrobić?

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Jak reagują na widok ciepłego obiadu?

– Widzimy, że to dla nich duże ułatwienie. Słyszymy od ratowników, lekarzy i pielęgniarek, że nieraz nie mają czasu wyjść nawet do bufetu, a mówią, że na razie to dopiero początek i że będzie jeszcze trudniej. Ale poruszają nas też reakcje naszych klientów. Jedna z pań, której od jakiegoś czasu dostarczamy posiłki, napisała do nas, że łza jej się zakręciła w oku, jak o tym usłyszała. Przyznała, że jej tata pracuje w szpitalu i wie, jak taka pomoc jest lekarzom potrzebna. Stwierdziła, że na pewno zostanie z nami na dłużej. Takie słowa motywują do pracy.

Czyli wasza akcja działa też jak pozytywna reklama.

– Zupełnie o tym nie myśleliśmy, kiedy decydowaliśmy się ją rozpocząć. Czy zyskamy dzięki temu nowych klientów, czy nie, nie ma to dla nas znaczenia, bo my już jesteśmy na wygranej pozycji – możemy dalej pracować. Przygotowujemy te posiłki, bo chcemy się pomóc, a jeśli w jakiś sposób do nas to dobro wróci, tym lepiej.

Wsparcie służby medycznej to nie koniec pomocy z waszej strony, prawda?

Okazało się, że w jednym z domów dziecka w Łodzi wiele pań kucharek udaje się na zwolnienia, przez co brakuje im rąk do pracy. Zaoferowaliśmy, że wesprzemy ich naszymi posiłkami. Jak tylko ustalimy szczegóły, będziemy dania dostarczać również dzieciakom.